Porwanie Baltazara Gąbki
dla telefonu LG
Kod: R1078NUV
Aby otrzymać dzwonki EMS Porwanie Baltazara Gąbki - melodia z wieczorynki wyślij sms o treści R1078NUV pod numer 7228
Aby wysłać do znajomego: Wyślij sms o treści +48xxxxxxxxx:R1078NUV na numer 7228
Cena SMSa wynosi 2 pln (2.44 pln z VAT).

Usługa dzwonki EMS dostępna na telefony Alcatel: W7020, U900, U880, U8550, U8500, U8380, U8360, U8330, U8290, U8210, U8180, U8150, U8138, U8130, U8120, U8110, U8100, U310, U300, T5100, S5200, S5100, P7200, M6100, M4410, L5100, L342i, L3100, L1400, L1200, L1150, L1100, KU800, KU311, KP202, KG920, KG810, KG800, KG320, KG245, KG240, KG225, KG220, KG130, KG120, KG110, KE970, KE850 Prada, KE820, KE800, K8000, G8000, G7200, G7120, G7100, G7070, G7050, G7020, G7000, G5600, G5500, G5400, G5220, G5200, G1800, G1700, G1600, F7250, F3000, F2400, F2300, F2250, F2100, C3400, C3380, C3320, C3310, C3300, C2200, C2100, C2000, C1200, C1150, C1100, B2100, B2050, B2000,
Aby skorzystać z tej usługi musisz mieć skonfigurowany telefon do połączeń z WAP. Powered by Wapster.pl Reklamacje: wapster@wapster.pl
A może wieszem...
Milknie mój płacz. Potoki śnieżnych kalin - zwodzony most - Boże mój, Boże, Boże! już nic mam snów i nagi wśród przehalin tułam się drżąc, w prastarym jodeł borze, gdzie milknie płacz - gdzie huczy dzwonów morze. Zgubione są me sny i czarno-złote morze uderza w moją pierś dzwonami wszystkich wiar - tam w lody bije śmierć - na harfach Jutrznia gra - tam naród, lochy - Car! Chcę odejść w głaz - w jezioro - w ciemny bór - lecz kocham Ją - tę Niewiadomą, co gra w dzwon. Samotny jestem - sam - płynęła moja krew jak rzeka z górskich bram. Albatros - goniąc jutrzenkę - okrążył lazur ziemi i nieruchomy zawisnął na niewidzialnych promieniach - o duszo, gdzie twój Bóg? Turkot toczonych dział strząsa mi kielich rosy - tęsknię, umieram, płaczę - tu pod szumiącą dziko tonią w loch zawrzeć muszę Ją - by rozkołysać złoty podziemny w turmie dzwon. O, Bóg mię bardzo kocha - dlatego serce me szlocha - dlatego jestem sam - i muszę sercem bić w turemny złoty dzwon. Biorę za powróz - gram - potępień zgrzyta jęk z rozpacznych ciemnych łon - o, jak ogromny z mrocznych ogniów zamek - o , jakież skrzydła mam z lodu i tron, gdzie gwiazda umarła, króluje ze mną nad kośćmi poległych. Wonieją kwiaty kalin - drżą listki u mych nóg. Kocha mię Chrystus-bóg, żem się litował męce, sam leżąc na stosie płomiennym, gdzie kości moje skruszono. Drapieżny ptak wyjadł mi serca wnętrzności i były puste źrenice, jak wiadra schodzące w głąb studni. Rzekł bóg piekielny: będziesz w niebiosach - i czekam za kratą w lochu gdzie jest schronisko zim - i tylko nad grobem Nieznanej śnieżyste kwitną kaliny. Módlmy się - oddałem Bogu moją wolę - nawet się modlić nie umiem. Z krainy zimnej północy nadchodzi Wąż. Kwiaty w mym ręku i krzyż - gdzie miecz? gdzie purpurowe i czarne sztandary? gdzie zemsty mojej skalista maczuga, pnąca się piersią do gwiazd? Bije drugi - trzeci - sześćdziesiąty dzwon - chcąc mi przypomnieć, co wiem - - - kochałem, kochałem Ją - na księżyca sierpie królowę śnieżnych kalin, w których się krwawi krew. Śpiżowe huczą działa na mostach zwodzonych, brunatno-czarny nad przepaścią wąż pełznie na wino do mych gór - na wino z Chrystusa krwi - ugoszczę was - borów tych pan. Zasiądźcie do mych stołów, które z kamienia są - ciosane piorunem. Bóg każe przyjąć was - słuchajcie - zagram w dzwon - bledniecie! to jutrzenki dzwon - ten czarny nieba klosz - to dzwon mój, chmurząc się - gra. Gdybym go strącił z mych nadgwiezdnych baszt - przebiłby ziemię, lecąc aż w czeluść piekielną - lecz jestem szczery Lach - gości nie pytam, skąd idą - i do Chrystusa wiodę na nowy zapóźniony trud. Klęknijcie u tych skał - gdzie śnieżą puchy kalin - tam grób jej - którą wydały ręce własnych synów. Nie płaczcie - gwiazdy wstają z grobu - Anieli nad nią dzierżą straż. Patrzcie, witezie - wyszła z lochu, z martwych cmentarza - otrząsa zimny całun - a wy, jak nocne ćmy, kryjecie się do mogił! to Pani Wasza - córa Wiecznego Słowa - to Miłość. Wężu - prosisz o habit zakonny - idź - mgławice kalin niechaj ukoją twych zbrodni widziadła. Anieli - nakarmcie tych głodnych - o gwiazdy - z modrej Chrystusa winnicy - nieście im wino słonecznych upojeń. Wy zimne bagien mogiły wydajcie naród uwięzionych słońcu co wschodzi. Wy dumne krwawe kościoły pokornie rozsypcie się w pył - już człowiek nie będzie królował, anieli spełniają urzędy - niebo gwiazd pełne i modlitw. Odpuszczam was - idźcie w pokoju - w mym sercu nie wygasł jeszcze płacz. - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Nas dwoje - w świecie tych przemian - idziem przez puszczę gdzie żarzą się kłody - nóżki twe jasne krwią zbroczone omyję w jezior modrej fali. Ja mrok - całuję Cię zmarłymi usty - uchylasz się - płoniesz i drżysz. Żyliśmy w tym lesie paproci, gdy ziemia była młodą i niewinną. W ramionach twoich szukałem miodu - i piłem wieczny sen. A teraz chcę wypić z twych ust, o Jutrzenko, mą nieśmiertelność. Ptaki śnią jeszcze pod kwiatami chmur, co woń roznoszą gór śnieżnych i morza - i fale grają w jaskiniach przybrzeżnych runiczną pieśń o nowym rozstaniu. Jedyny raz - odkąd sklepienia tej gwiezdnej otchłani wzniosły się we mnie w kościół Anamnezy - ja Ciebie - o Utęskniona - tulę, nie czując grzechu ni śmierci. I cóż powstanie z konchy twoich różanych łon? Czy kwiat paproci w noc męczeńską Jana? czy gwiazda magów - czy mrok Lucifera? boję się wszystkiego prócz śmierci. Otaczam Cię mym czarnym niebem Lilio Tatr! wśród lip tysiącoletnich brzęczą złote pszczoły i piją miody twoich ust. Chwieją się bujne zielonawe kłosy - lśnią na nich iskry, kłębią się chmury czarne - a z ziemi płyną gorące wytchnienia. Wulkany tajne moich law chcą w ogień stopić czarny diament w miłości ołtarzu, gdzie wieczne życie migoce zdrojem ofiary. W twych bujnych włosach liść zielony kalin, w twych oczach światła fosforyczne mórz. Lecz pierś twa szałem dwojga meteorów do mroków moich tuli się pancerza i łka na czarnych zimnych lodozwałach. Jam wolny! - Pójdźmy ku morzu - przez orkę z deszczowych nawałnic - przez bór pochylony wichrami od morza w wygięte harfy jodeł i modrzewi - tam ku tym srebrnym falom - ku ciemnym głębinom - gdzie jest twój bursztynowy pałac - o królowo! Zakrywasz mi źrenice gwiazd gałęźmi kalin, niepokój wstrząsa wierzchołkami drzew - i w misę nalaną mrokiem rozpaczy spływają opale. Wciąż mocniej tulisz oczy me i słyszę śpiew łabędzi - i szelest rosy - która opada z ich skrzydeł. A tam - wzbierają fale Oceanu - płyną jak węże z klejnotami głębin i w swych wydętych piersiach niosą grzmot pieśni - która do najgłębszych jaskiń, do skał najgroźniej spiętrzonych ku niebu, wzniesie modlitwę wniebowziętej ziemi, Ach, świecą oczy twe magicznym blaskiem - tortur, co cię rozdarły - ja ciemny - nie widzę twoich łez - musiałaś płakać tej nocy - która mi wszelkie niebo oddała i światy. - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Zniknęła Jutrznia. Piorun śni cicho u mych nóg. Stopy me chłodzi zamarzłe jezioro. Chmury - jak listki mnie całują. Już muszę iść. Gwiazd oczy, jak złote pieniążki legły na pustych źrenicach upiora. Anieli idą po mnie - chcą wiązać - o, nie trzeba - sam idę - wiecznie sam. Nieme ust waszych błyskawice grożą mi ciemną zagładą. Do nieruchomo zastygłych wód, na dnie lodowych czarnych jaskiń, pośród zapadłych bez wyjścia dolin idę - by spełnił swój tryumf słoneczny bóg w otchłaniach ze mnie poczęty. Do różowiących tuli się obłoków, gdzie mleko ambrozji i nektar wód. Ach - moja otchłań żarzy się w sen z ametystów. O słońce! - mój synu - boże - nie widzę Cię - lecz z gór mych błogosławię Twym nadniebnym drogom. Niech w ten mój mrok wejdą wiar nowych królowie, prastarych świątyń kapłani i czarnych żubrów grający pasterze. Wszystkim co przejdą przez te wąwozy śmierci i zakrwawione żelazną rdzą potoki - ku tym przełęczom zielonym pełnym kwiatów - zrodzonych z Jutrzenki i Mroku - ja błogosławię - Starzec gór - wyższych nad błędne komet szlaki - z gór - które są podnóżkiem tronu Tego - co większy niż ja... - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - W ciemnym podwórku kwitną gałęzie mych kalin - ile czasu potrzeba, aby te mury rozwalić i drzewko wydobyć ku słońcu? Dzieciątko blade w wilgotnej izbie ma oczy ogromne - jak morza zatoki, i boi się księżyca, który spogląda przez szpary - O, nie opuszczaj mię Jutrzenko - nie ćmij mię zimną mgłą rozpaczy - musiałbym trupa Twego ułożyć do trumny i gwoźdźmi sam przybijać wieko - - wziąłbym na cmentarz synka, co by się uśmiechał i poszedł z nim do opuszczonego kościoła, gdzie mrok gra trumnom de profundis. Nie umieraj Jutrzenko moja - niech nas razem uśpionych ujrzą blade jesienne księżyce, nie opuszczaj mnie - bo nie będę mógł zagrać hymnu umarłych nad Tobą, o moja Jutrzenko! Anioł mi błysnął gwiazdami i przyrzekł - nad górą świata - nad morzem Golgoty - że już nie umrze nikt z kochających. --