Against All Odds (Take A Look At Me Now)
dla telefonu Siemens
Kod: R1365001NUV
Aby otrzymać dzwonki EMS Against All Odds (Take A Look At Me Now) - Phil Collins wyślij sms o treści R1365001NUV pod numer 7228
Aby wysłać do znajomego: Wyślij sms o treści +48xxxxxxxxx:R1365001NUV na numer 7228
Cena SMSa wynosi 2 pln (2.44 pln z VAT).

Usługa dzwonki EMS dostępna na telefony Alcatel: SL55, M55, M50, C62, A70, A62, A60, A57, A55,
Aby skorzystać z tej usługi musisz mieć skonfigurowany telefon do połączeń z WAP. Powered by Wapster.pl Reklamacje: wapster@wapster.pl
A może wieszem...
Kazimierzowi i Julii Stabrowskim Mrok Wichru Halnego opowiem tym, w których serca Wola Potęgi wyrzuciła strzały mroczne i wieczne ze swego kołczanu; na obszarach tej bezmiernej Ruiny, którą jest Polska - takim, którzy rozumieją Tytanizm Narodowej Rozpaczy. Ten ponury poemat nie jest bajroniczny, nie jest już nawet dantejski: nie zstępuje on do Hadesu z miejsca wiary i modlitwy, jakim jest Ziemia: miejscem jego narodzin jest Inferno - stanowi on dokument Grozy, jaka trwa w głębinach podświadomych ludzkiego serca. Kosmiczne te melodie, poczęte u bram żelaznych Sfinksa Warszawskiego - [jedynym Sfinksem Warszawy jest Cytadela] że więc melodie Kosmiczno-Narodowej Męki na wałach Cytadeli śpiewane być nie mogą - dlatego aż w Tatrach szukają swego wyrazu wśród skał. I Narodowe mroczne dzwony, jak z spiżu otchłanie - nie mogę ich poruszyć, aby zagrały zmartwychwstanie! Jestem Szatan, z wnętrzem swych wężów rozpełzłych w jaskini, gromami strącam świat nadziej, i w mroku rządzę z tobą, Śmiertelna bogini! Tu na gwiaździstych górach pośród jodeł - my we dwoje, błękitne meteory kapią z gromnic w oczy Twoje! Tobie jednej zrozumiałą Wichrów Pieśń ponura: porywam Cię i niosę na koniu spadającym z nieba - na wierzchołki Czarnego Hawrania u śnieżnego żleba. Zniszczyłem ziemi raj: w pustyni lśni gwiazda Ahura, rozsiewa mżenia snów - ja pogubione zbieram nieszczęść krucze pióra!... Nieszczęście nigdy nie idzie samo, lecz wchodzi zawsze Wielką Bramą: powoli ją odmyka w mroku, jak ognik błotny się skrada... W dziedzińcu Myśli nagle znika - schodząc w podziemia, gdzie serce marznie w aureoli. Z gór pełzną chmury - moich dworzan mrowie - na mózg się kładną ciężkie ołowie. Lasy w trumnach uśpione; grobowych jaskiń kurytarze tęczują zbrojami hetmanów - mgły zmarłych idą w rajskie wirydarze. Pioruny warczą u nóg mych... W milczeniu wchodzę na Łomnicy wieżę - nagłymi susy dopędza mię, wbiega na głazy nieznane zwierzę. W jaskini, gdzie Walkirio, łkałaś co dzień - ból podziemny mgli się - tuż za jodłami się skrada Morze - ciemny zbrodzień. Mówią, iż zamek Czorsztyn od mgły tej się kruszy i przechyla ku moczarom. Mnóstwo ziół trujących: tojady, szalej i belladonny - u stóp jodeł olbrzymich prastarych i gonnych. Jeszcze są wielkie na nizinach sady, jeszcze jest wieś, gdzie ujrzeć mogę ducha - tatrzańskiej Lizy Monny!. 201 W kolumnadzie mych biesiadnych sal jeszcze gwarno - w zagwiezdne sfery patrzy towarzysz Merlina - wśród murów katedry Kezmarskiej milczy - nie przeklina - jakby świat był mu już rzeczą minioną i marną! Zmącił ciszę podziemny cmentarzowy gong - o, jak straszny jego jęk, jak ponurych pełen mąk!... Wdziera się tłum zamaskowanych z Los Caprichos Goi! Kardynał-Księżyc wschodzi, za nim nawałnica. Nagie tańczą widma, kandelabr na ziemi oświetla głębiny Tatr i Wenus, jak na murach Troi. W jeziorze Gehenniczne lica. Tańczą upiory z kasztelankami zimnemi. Wino chmur krwawi się - ryk Minotaura - jakby nie wino to było, lecz wina! Jawory tysiącletnie wśród gromów już brzęczą, srebrem zakwitają. Kardynał-Księżyc, starszy od gór, idzie z pięknym gwebrem, który przyniósł indyjską naukę: kręgi czynią na lazurach wody, trójkąty przeciw nieszczęściu na górze i w chmurach. Umarli spoglądają za horyzont ku morzu - skąd ma się zjawić - Walkiria! ta znad Morskiego Oka wyśniona Ondyna! Katedra Lodowców rozwarta - i w całym Zaniku szykują turnieje: moja żona z Walkirii Wolnej ma być!... Jak cicho się zaśmiał ten wariat!... "Błogosławieństwo Czarta z Wami!..." znika na wzgórzach, gdzie limby z długimi igłami pachną jak włosy mej Walkirii - rudo złe. W pucharze krysztalnym dałem wino kapitanowi - mój druh Wiatr Wschodni, który ją przywiózł na chmury okręcie! Padł w męczarni, konając, rzekł: - Niechaj Niewiadome cię ukarze! niż Aquatoffana, co zabija papieżów, gorszą jest miłość z głębin upiornych wyzwana! - Wśród milczenia wlatuje czarny cień: rozpoznawszy go, widzę, że to jest olbrzymi kruk. Wzrokiem z Antarktycznego Morza mrozi piorunów rycerstwo i powichry sług. Ukryli się wszyscy, tylko Kardynał Mag rozmawia z ptakiem w języku nieznanym. Kiedy ukończył Mszę do Bafometa w niebiosach tej sali biesiadnej - rozległ się trzask piorunowej iskry! Ciemność potopu! zostałem tylko ja przy Zmarłej i ten kruk wszechwładny. Spod chmur jął się wybijać zmierzch: świst w rokicinach, zimny wiew - trupie palce coś w głębinach przędą. Na mój honor, piękny gobelin, godny Lucifera: w morzu chmur, gromami nabitem, lśniło miasto demonów Ragnarok. Katedra zwieszona jest ku otchłani gorejącym szczytem. Potępieńczy słyszę jęk: - Maledictus in beneficiendo! -. 202 Idę po górach w mroku, pośród antycznych kolumnad w za ćmionym ogrodzie. Wokół zamku mojego kraina zgłodzona: jakby sobótki jarzą się wioski: krzyki morderców tam jeszcze dalekie, ale już po ugorach i manowcach idą widma kalekie, w gęste zapadają lasy Za mną w ślad kroczy obłęd - i chmury, jakby szatańskie kolasy. - Nie trwóż się, Duchu, mury tu wysokie, masz zawsze dla wyjścia furtę potajemną. - Nie trwóż się, że Wolność, jak wielkiej kolumny nieśmiertelny złom - - przyzywa grom! - Zawarkło niebo, Morze u skał moich szumi - Morze Ja zarówno kryjemy swe winy! Z leśnej ponurej głuszy wyleciał śpiew maleńkiej ptaszyny - wtem zamilkł, jak przed wzrokiem gadu - runął zabity mą męką tajemną! Kłębią się chmury w ciemnościach złe; wrony wyleciały z lasu, jakby z miejsca niewidzial- nych zbrodni, nad rzeki upiornym gorejącym łukiem. Na szczycie gór modlą się głazy wieczne, beznadziejne. Rozmawiam, jak z Horeba wirchu. Ktoś w bezmiarze wysokości rzekł: [Nic więcej, prócz:] - Jestem! - na mękę mą przysięgam, wiem już bezgranicznie! Idę wśród mroku fal morskich - łamią się spektry Miesiąca. Na Skałach Przeznaczeń symfonią huczy miłość nie ginąca. Któż o głębiach wie? życie zawiera się w wielkim wykuciu gromem dwóch słów: Tak - i Nie! Wracam do zamku: - zda się, inna okolica, mgła owinęła mój pałac; na furtach ukrzyżowane ciała i rządzi Magia ciemna, trupiolica. Żyjących nie ma... Któż światła zapalił? w mroku jarzy oknami krwawymi Zamek. Wielkie lasy, ciemne pola, z niewiadomych gór płynące rzeki. Wśród mokradeł ognik się rozjarza - tam Kometa chce mi wróżyć, mówi... żem Daleki, że mam szczęście niezgadnione, jak na górach żarza... Wróżebne przywtórzyły w obłokach pioruny! Wstań, mężna Duszo, wszechświat minie, jak głos z naderwanej struny - lecz w otchłaniach przetrwa Miłość i Duma wiecznego Korsarza! Znów słyszę Twój głos: "Jestem!" z wyżyn minionych, z głębin nie wyjawionych - nic więcej, prócz: "Jestem!" - na mękę mą, przysięgam, wiem już bezgranicznie! W jaskini grobowej tli się lampka: na żałobnym łożu Miłość moja miniona - Mesjaniczna Polska: twarz łuską krasną okryta, ramiona - jak u szkieletu, co konał w bezdrożu. Wzrok zalepiony ropą nagle się rozwiera: w mą Jaźń najgłębszą patrzy modra sfera tych oczu. Milczeniem dziecka zabitego mówi, żem ją opuścił, idąc w straszne tajnie złego. Nigdy nie ujrzym się już - - Mrok, w górze nade mną, zagryzł moje serce. Wola moja zabija! Nikt nie ujmie męki!. 203 Idę, w ogniu milczenia, w mogile kamiennej udręki!... Wśród zwątpienia słucham trującej Szatanów nauki. Zamek duszy w ruinie! Jeszcze w podziemia iść muszę - tak morderca przygląda się miejscu... Nagły krzyk - męczonego na torturach wariata? nie, zagrzebanej żywcem Miłości. Myśl się ma oniemia... wrzask, śmiech straszliwy - bicie głową na murach więzienia w ciemności - milczenie mogił: bluźnierstwo wszechświata! Tłum zamaskowanych idzie przez cmentarze w mroku, niosą pochodnie jarzące ku wielkiej przedpogrzebnej wieży. Ktoś za mną szepcze: - "Ciebie On z łowczych wyzwoli obieży - !" Obróciłem się nagle - widmo znikło. Padam w zarosły trawą grobowiec i twarz kryję. Głoskami Baltazarowymi tu milczenie wyje. Taras nad morzem. Huczący orkan złowieszczego mroku. Zmurszałe drżą wieże, palą się krużganki... Z wyżyn piekła runąłem - w mrok, w mrok! w czeluście Ananki! --