Chariots Of Fire
dla telefonu Sony Ericsson
Kod: SE636749NUV
Aby otrzymać dzwonki Chariots Of Fire - Vangelis wyślij sms o treści SE636749NUV pod numer 7228
Aby wysłać do znajomego: Wyślij sms o treści +48xxxxxxxxx:SE636749NUV na numer 7228
Cena SMSa wynosi 2 pln (2.44 pln z VAT).

Usługa dzwonki dostępna na telefony Sony Ericsson: Z500i, T637, T630, T620, T618, T616, T310, T306, T300, J230i, J220i, J210i, J200i, J100i,
Aby skorzystać z tej usługi musisz mieć skonfigurowany telefon do połączeń z WAP. Powered by Wapster.pl Reklamacje: wapster@wapster.pl
A może wieszem...
Dzień gorętszy od serca nie sprzyja marzeniu - Ucieknijmy od słońca i uśnijmy w cieniu, Będzie skwarne południe wisiało nad nami, Będą drzewa szumiały w nasz sen gałęziami, Srebrna miazga obłoków przypomni powiekom, Podróż taką niebyłą, i taką daleką, I to wszystko, co nigdy nie staje się we śnie, Tego dnia śnić się będzie wszystkim jednocześnie. Przyjdzie człowiek o jednem roślinnem imieniu I pstrokatą dziewczynę zacałuje w cieniu: Drzewny duch ich połączy i wiośnie przeznaczy, Aż każdemu się przyśnią dziwniej lub inaczej. Pójdą razem ulicą od sieni do sieni, Do domów, gdzie cieniście będziemy uśpieni, I powierzą nam swoje skłócone imiona, Pstrokate i roślinne - te dwa: on i ona. Od tych imion się zacznie. Bo gdy imię śni się, Niknie zarys cielesny, a duch trwa w zarysie, Aż resztę oczu gasi mimowolna władza, Która nieprzebudzonych ze snu wyprowadza. śpieszmy się! Czas nam w drogę, a niema już czasu, Drzwiami można wypłynąć, nie ruszając zasuw, I w te światy roślinne i światy pstrokate Popłynąć na kwietniową, na nową krucjatę. Śpieszmy się! Czas nam w drogę! Świat za światem dąży I z daleka lśni obłok atłasowej komży. Ach, to Bóg się przyłączył do naszych koszmarów, Opuściwszy swych niebios księżycowy parów: Wspólna leży nam droga i niewiara wspólna, I buszuje przed nami nicość nieutulna, I światy niebywałe, zaklęte w imiona, Pstrokaty i roślinny - te dwa: on i ona. Karczma wisi na drodze. Popłyńmy do karczmy I byt jej zielonością kwietniową obarczmy... Tam w gąsiorach z bursztynu jest patoka złota Dla ptaków i aniołów strudzonych w przelotach. Nie zna trudu marzenie wyzwolone z ciała, Płyńmy, płyńmy dopóki jawa nie nastała. Jakiś kościół pękaty w słońcu nas dogonił, Całą kwadrę za nami kopułami dzwonił, Aż się wreszcie uwikłał w lazurowych gąszczach I odleciał z brzęczeniem złotego chrabąszcza. Jeszcze słońce, na oślep, tratując przestrzenie, Chlusnęło w naszą smugę zawistnym płomieniem, I stoczyło się w próżnię, gdzie wieczność pochmurna Włożyła je na palec, jak pierścień Saturna. Odtąd nic się nie działo niżej, ani wyżej, Nie było już oddali, nie było pobliży, Wieczność stała się czasu i kresu mogiłą, Ale samej wieczności także już nie było, I nasz lot, odkąd minął kosmiczne ogromy, Pozbawiony tych mijań - stał się nieruchomy, I jeszcze tylko drgały raz-po-raz imiona: Pstrokate i roślinne. Te dwa. On i ona. Z dwojga imion powstało nowe imię - trzecie - Nieznane jak świat światem, nienazwane w świecie, Obudziło nas wszystkich uśpionych w południe, Ocuciło nam dusze wędrujące złudnie, I kazało klęczącym pod gwiezdną ulewą, W dół i w górę wyrastać, jak zielonym drzewom. Przyjdźcie do mnie i spójrzcie jak szumię wysoko Moją duszą liściastą i drzewną powłoką, Przyjdźcie do mnie, do prostej, wesołej topoli, Której nic już się nie śni i nic już nie boli. --